O ile czas, jaki poświęcamy na dyskusje nad książką wyraźnie się wydłuża, o tyle wpisy na blogu stają się coraz bardziej zdawkowe i spóźnione. Nie znaczy to jednak, że zamierzam rezygnować z funkcji samozwańczego sekretarza i aby to udowodnić szybciutko odnotuję dwa ostatnie spotkania. Przynajmniej zdążę przed sobotą.
W lutym wzięłyśmy na tapetę "Opowieść podręcznej" Margaret Atwood, natomiast w marcu - "Małe życie" Hanyi Yanagihary (tak, dałyśmy radę liczącej około 800 stron cegle, ale nadal nie umiem jej nazwiska). Obie książki dostarczyły materiału do ożywionej dysputy, a w dodatku, jakiś tydzień po wizycie w lokalu znajdującym się w gdyńskim Muzeum Emigracji, połowa z nas odwiedziła to muzeum, ciągnąc za sobą całe rodziny. W naszej pamięci na pewno zostanie też pewien kelner jako wdzięczny przykład kompletnego braku kwalifikacji do tej pracy. Pan był niewątpliwie sympatyczny, ale z napięciem wstrzymywałam oddech, gdy zbierał talerze. Na szczęście nie zdecydował się na odnoszenie trzech naczyń jednocześnie.
A jaką część prosiaka zjadła Katarzyna? Tę ze środka świni, oczywiście!
czwartek, 20 kwietnia 2017
poniedziałek, 30 stycznia 2017
Spotkanie nr 12
Tym razem to ja miałam przyjemność wybrać lekturę i z całkowitym przekonaniem stwierdzam, że udało mi się zrehabilitować po nieszczęsnej powieści Waters.
"Burza. Czarci pomiot" Margaret Atwood zachwyciła (świadomie wybrałam akurat ten czasownik) całą naszą czwórkę. Plusy przyznałyśmy za interesujące postaci, za ciekawą akcję, za mistrzostwo pióra, za niecodzienną interpretację Szekspira, ale przede wszystkim za rozłożenie sztuki na czynniki pierwsze i dokładną analizę pod każdym względem. Mogłyśmy popatrzeć na sztukę oczami reżysera, zastanowić się razem z nim nad motywami, którymi kierowali się bohaterowie, spróbować dobrać aktorów do postaci czy przemyśleć sprawę rekwizytów oraz scenografii. Wciągająca, oryginalna, pełna energii i niespodzianek powieść. Sama przyjemność!
Z drugiej strony czytanie sztuk Szekspira nie jest zbyt wygodne, postaci są płaskie, mylą się imiona, wiele umyka (przynamniej mi, żeby nie było, że innym przypisuję swoje słabości). Dopiero przeniesienie dramatu na scenę pozwala zaprezentować możliwości, jakie kryją się w tekście. Atwood udowodniła (podobnie, jak wielu przed nia) że Szekspir jest naprawdę uniwersalny. I zachęciła do zajrzenia do kolejnych powieści z cyklu "Projekt Szekspir". Od siebie dodam, że mam już za sobą "Poskromienie złośnicy" i, niestety, zakończenie zgrzytało mi niemiłosiernie - widocznie nie wszystkie sztuki są aż tak aktualne, przynajmniej dla osób z moimi poglądami.
W lutym: "Opowieść podręcznej" tej samej autorki, książka obecnie dostępna jedynie spod lady w niektórych bibliotekach. Bywa też na znanym portalu aukcyjnym w cenie znacznie przekraczającej zwyczajowy koszt książki w miękkiej oprawie.
"Burza. Czarci pomiot" Margaret Atwood zachwyciła (świadomie wybrałam akurat ten czasownik) całą naszą czwórkę. Plusy przyznałyśmy za interesujące postaci, za ciekawą akcję, za mistrzostwo pióra, za niecodzienną interpretację Szekspira, ale przede wszystkim za rozłożenie sztuki na czynniki pierwsze i dokładną analizę pod każdym względem. Mogłyśmy popatrzeć na sztukę oczami reżysera, zastanowić się razem z nim nad motywami, którymi kierowali się bohaterowie, spróbować dobrać aktorów do postaci czy przemyśleć sprawę rekwizytów oraz scenografii. Wciągająca, oryginalna, pełna energii i niespodzianek powieść. Sama przyjemność!
Z drugiej strony czytanie sztuk Szekspira nie jest zbyt wygodne, postaci są płaskie, mylą się imiona, wiele umyka (przynamniej mi, żeby nie było, że innym przypisuję swoje słabości). Dopiero przeniesienie dramatu na scenę pozwala zaprezentować możliwości, jakie kryją się w tekście. Atwood udowodniła (podobnie, jak wielu przed nia) że Szekspir jest naprawdę uniwersalny. I zachęciła do zajrzenia do kolejnych powieści z cyklu "Projekt Szekspir". Od siebie dodam, że mam już za sobą "Poskromienie złośnicy" i, niestety, zakończenie zgrzytało mi niemiłosiernie - widocznie nie wszystkie sztuki są aż tak aktualne, przynajmniej dla osób z moimi poglądami.
W lutym: "Opowieść podręcznej" tej samej autorki, książka obecnie dostępna jedynie spod lady w niektórych bibliotekach. Bywa też na znanym portalu aukcyjnym w cenie znacznie przekraczającej zwyczajowy koszt książki w miękkiej oprawie.
środa, 21 grudnia 2016
Spotkanie nr 11
Na szczęście, mimo przedświątecznej gorączki, udało nam się jeszcze w grudniu znaleźć czas na spotkanie. Tym razem na tapetę wzięłyśmy baronową Blixen i jej "Pożegnanie z Afryką".
Nie zabrakło entuzjastycznych opinii, dotyczących zarówno stylu pisania, jak i samej bohaterki. Jeśli o mnie chodzi, to zdecydowanie bardziej podobała mi się osoba baronowej, niż to, jak pisze. Chociaż z drugiej strony muszę oddać autorce, że umie malować obrazy słowami, czego dowodem były skrzętnie wynotowane przez Martę cytaty. Jednak bardziej niż opisy interesowały mnie obserwacje Blixen na temat Afryki i jej mieszkańców. Fascynowało mnie czytanie wspomnień osoby, która naprawdę tam była i miała niepowtarzalną okazję, by poznać świat, który dziś już nie istnieje.
Nie zabrakło entuzjastycznych opinii, dotyczących zarówno stylu pisania, jak i samej bohaterki. Jeśli o mnie chodzi, to zdecydowanie bardziej podobała mi się osoba baronowej, niż to, jak pisze. Chociaż z drugiej strony muszę oddać autorce, że umie malować obrazy słowami, czego dowodem były skrzętnie wynotowane przez Martę cytaty. Jednak bardziej niż opisy interesowały mnie obserwacje Blixen na temat Afryki i jej mieszkańców. Fascynowało mnie czytanie wspomnień osoby, która naprawdę tam była i miała niepowtarzalną okazję, by poznać świat, który dziś już nie istnieje.
środa, 23 listopada 2016
Spotkanie nr 10
Ani się człowiek spostrzegł, a roczek minął! Niniejszym zdmuchujemy więc pierwszą świeczkę i liczymy na to, że w przyszłości będzie ich przynajmniej tyle, co na urodzinowym torcie Bridget Jones w trzeciej części kinowych przygód bohaterki.
W ramach podsumowań pozwolę sobie zauważyć, że widzę pewne postępy, jeśli chodzi o nasze dyskusje: wyraźnie więcej czasu poświęcamy lekturze, a mniej tematom niezwiązanym. Na pewno też pomagały ostatnie wybory literackie, bo trzeba przyznać, że nie o wszystkich książkach chce nam się rozmawiać jednakowo. Wypracowałyśmy także w ciągu kilku minionych miesięcy system wyboru lektur, czyli każda z nas kolejno wskazuje książkę. Ma to ten plus, że zapewnia różnorodność, a przy okazji sięgamy po powieści, których bez bodźca zewnętrznego zapewne nie wzięłybyśmy do rąk.
Tu przejdę płynnie (bo właśnie to jest taki przypadek) do omawianej lektury, czyli "Powrotu z gwiazd" Stanisława Lema. Jeśli ktoś zna wszystkie cztery członkinie klubu dyskusyjnego, z pewnością łatwo odgadnie, kto wskazał właśnie tę książkę. A ja, chociaż zbierałam się od lat, pewnie na zawsze pozostawiłabym historię Hala Bregga na półce "do przeczytania".
Muszę przyznać, że osobiście nie należę, ani nie będę należała, do grona zagorzałych fanek pisarstwa Lema. Stwierdziłam nawet, że wolę czytać o autorze i jego powieściach, niż to, co napisał. Ale tym bardziej cieszę się, że miałam okazję sięgnąć po Lema, bo przychylam się do zdania reszty członkiń klubu, że wyobraźnia tego człowieka budzi prawdziwy podziw, niezależnie od tego, które wizje przyszłości się sprawdziły, a które nie i co sądzimy o bohaterach. (Pssst! Hal Bregg to "ciepłe kluchy".)
W dodatku twórczość Lema to ciekawy przyczynek do dyskusji na różne tematy - od pisarstwa science-fiction w ogólności, po podróże kosmiczne. Wieczór upłynął nam więc w miłej atmosferze. Jedynym zgrzytem był wybór restauracji - tym razem raczej cieżko znaleźć plusy. Ach nie, mam! Orłowo to piękne miejsce.
A.
W ramach podsumowań pozwolę sobie zauważyć, że widzę pewne postępy, jeśli chodzi o nasze dyskusje: wyraźnie więcej czasu poświęcamy lekturze, a mniej tematom niezwiązanym. Na pewno też pomagały ostatnie wybory literackie, bo trzeba przyznać, że nie o wszystkich książkach chce nam się rozmawiać jednakowo. Wypracowałyśmy także w ciągu kilku minionych miesięcy system wyboru lektur, czyli każda z nas kolejno wskazuje książkę. Ma to ten plus, że zapewnia różnorodność, a przy okazji sięgamy po powieści, których bez bodźca zewnętrznego zapewne nie wzięłybyśmy do rąk.
Tu przejdę płynnie (bo właśnie to jest taki przypadek) do omawianej lektury, czyli "Powrotu z gwiazd" Stanisława Lema. Jeśli ktoś zna wszystkie cztery członkinie klubu dyskusyjnego, z pewnością łatwo odgadnie, kto wskazał właśnie tę książkę. A ja, chociaż zbierałam się od lat, pewnie na zawsze pozostawiłabym historię Hala Bregga na półce "do przeczytania".
Muszę przyznać, że osobiście nie należę, ani nie będę należała, do grona zagorzałych fanek pisarstwa Lema. Stwierdziłam nawet, że wolę czytać o autorze i jego powieściach, niż to, co napisał. Ale tym bardziej cieszę się, że miałam okazję sięgnąć po Lema, bo przychylam się do zdania reszty członkiń klubu, że wyobraźnia tego człowieka budzi prawdziwy podziw, niezależnie od tego, które wizje przyszłości się sprawdziły, a które nie i co sądzimy o bohaterach. (Pssst! Hal Bregg to "ciepłe kluchy".)
W dodatku twórczość Lema to ciekawy przyczynek do dyskusji na różne tematy - od pisarstwa science-fiction w ogólności, po podróże kosmiczne. Wieczór upłynął nam więc w miłej atmosferze. Jedynym zgrzytem był wybór restauracji - tym razem raczej cieżko znaleźć plusy. Ach nie, mam! Orłowo to piękne miejsce.
A.
poniedziałek, 21 listopada 2016
Spotkanie nr 9
Notka będzie bardzo krótka, ale za to dyskusja była długa i zajmująca. Tym razem na tapetę wziełyśmy "Białe zęby" Zadie Smith - powieść wielowątkową i rozbuchaną, z całą galerią niebanalnych postaci - po prostu wymarzony wybór.
Dodatkowym plusem było odwiedzenie sprawdzonego miejsca, bo w restauracji "Krew i woda" w Gdyni karmią bardzo dobrze, a obsługa kelnerska jest bez zarzutu.
---
Korzystając z okazji chciałabym złożyć samokrytykę i zapewnić, że postaram się publikować notki z naszych spotkań w rozsądnym czasie, nie czekając, aż lista zadań nawarstwi się i spiętrzy.
Wasza samozwańcza sekretarz
A.L.
Dodatkowym plusem było odwiedzenie sprawdzonego miejsca, bo w restauracji "Krew i woda" w Gdyni karmią bardzo dobrze, a obsługa kelnerska jest bez zarzutu.
---
Korzystając z okazji chciałabym złożyć samokrytykę i zapewnić, że postaram się publikować notki z naszych spotkań w rozsądnym czasie, nie czekając, aż lista zadań nawarstwi się i spiętrzy.
Wasza samozwańcza sekretarz
A.L.
piątek, 23 września 2016
Spotkanie nr 8
Pierwsza połowa września to jeszcze kalendarzowe lato, więc nie od rzeczy było omawianie książki, której głównym tematem są wakacje. Marcel Pagnol (1895-1974) spisał swoje wspomnienia z dzieciństwa w kilku tomach, a w książce "Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki" najważniejsze były właśnie letnie miesiące spędzane w domu na wsi. A dokładniej mówiąc: na kompletnym odludziu, za to w Prowansji.
Muszę przyznać, że książka mnie zauroczyła. Jest ciepła i liryczna, gloryfikuje przyjaźń i miłość, ale bez zadęcia i patosu. Jednocześnie całkiem zabawna, co oczywiście uważam za jedną z głównych zalet. Co prawda mocno zastanawiałyśmy się, jak to możliwe, by Pagnol tak dokładnie pamiętał sprawy sprzed wielu lat oraz pojawiły się uzasadnione wątpliwości dotyczące koloryzowania niektórych wydarzeń, ale kto autorowi zabroni?! Poza tym w moim przypadku nie wpłynęło to na poczucie, można rzec, uczucia niemal błogości po tej lekturze.,
Fragment opowiadający o tym, jak Marcel odpisuje na list przyjaciela (i stawia w nim starannie wybrane błędy ortograficzne oraz precyzyjne kleksy) został uznany za najbardziej ujmujący. Pewien niesmak wśród sporej części zgromadzonych wzbudziły dziecięce studia entomologiczne, polegające w dużej mierze na sprawdzaniu wytrzymałości mrówek na wysokie temperatury.
Należy natomiast koniecznie odnotować, że na ostatnim spotkaniu zadebiutowała zupełnie nowa uczestniczka. Co prawda na razie jej aktywność ograniczyła się do jedzenia, a większą część dyskusji przespała, to z dużym prawdopodobieństwem można się spodziewać, że miłość do literatury wyssie z mlekiem matki.
Kolejna lektura to "Białe zęby" Zadie Smith.
Anka
Muszę przyznać, że książka mnie zauroczyła. Jest ciepła i liryczna, gloryfikuje przyjaźń i miłość, ale bez zadęcia i patosu. Jednocześnie całkiem zabawna, co oczywiście uważam za jedną z głównych zalet. Co prawda mocno zastanawiałyśmy się, jak to możliwe, by Pagnol tak dokładnie pamiętał sprawy sprzed wielu lat oraz pojawiły się uzasadnione wątpliwości dotyczące koloryzowania niektórych wydarzeń, ale kto autorowi zabroni?! Poza tym w moim przypadku nie wpłynęło to na poczucie, można rzec, uczucia niemal błogości po tej lekturze.,
Fragment opowiadający o tym, jak Marcel odpisuje na list przyjaciela (i stawia w nim starannie wybrane błędy ortograficzne oraz precyzyjne kleksy) został uznany za najbardziej ujmujący. Pewien niesmak wśród sporej części zgromadzonych wzbudziły dziecięce studia entomologiczne, polegające w dużej mierze na sprawdzaniu wytrzymałości mrówek na wysokie temperatury.
Należy natomiast koniecznie odnotować, że na ostatnim spotkaniu zadebiutowała zupełnie nowa uczestniczka. Co prawda na razie jej aktywność ograniczyła się do jedzenia, a większą część dyskusji przespała, to z dużym prawdopodobieństwem można się spodziewać, że miłość do literatury wyssie z mlekiem matki.
Kolejna lektura to "Białe zęby" Zadie Smith.
Anka
wtorek, 5 lipca 2016
Spotkanie nr 7
Autorka: Joan Didion
Tytuł: Rok magicznego myślenia
Podczas tego spotkania odbyłyśmy najkrótszą jak na razie dyskusję o książce. To świetnie, że autorka znalazła sposób na radzenie sobie z żałobą, ale dobrej literatury z tego nie ma. Mimo całej sympatii i współczucia dla pisarki, na temat samej lektury nie miałyśmy wielu pozytywnych uwag. A jeśli się nie ma nic dobrego do powiedzenia, to lepiej nic nie mówić, nieprawdaż?
Następne spotkanie pewnie dopiero po wakacjach. Za to powieść, zaproponowana przez niżej podpisaną, jest po prostu przepiękna i przesympatyczna. Ha!
Anka
Tytuł: Rok magicznego myślenia
Podczas tego spotkania odbyłyśmy najkrótszą jak na razie dyskusję o książce. To świetnie, że autorka znalazła sposób na radzenie sobie z żałobą, ale dobrej literatury z tego nie ma. Mimo całej sympatii i współczucia dla pisarki, na temat samej lektury nie miałyśmy wielu pozytywnych uwag. A jeśli się nie ma nic dobrego do powiedzenia, to lepiej nic nie mówić, nieprawdaż?
Następne spotkanie pewnie dopiero po wakacjach. Za to powieść, zaproponowana przez niżej podpisaną, jest po prostu przepiękna i przesympatyczna. Ha!
Anka
Subskrybuj:
Posty (Atom)