No i pudło! Wnioski po lekturze "Muskając aksamit" były, niestety, bardzo zgodne - nie podobało się. Debiut Sarah Waters rozczarowywał zarówno jeśli chodzi o styl, jak i postaci oraz fabułę. Tu muszę przyznać, że "Za ścianą" tej samej autorki, było bez porównania lepsze, co jest dla mnie kolejnym dowodem na to, że z czasem większość pisarzy pisze coraz lepsze książki. Banał, wiem, ale ten przypadek to świetna ilustracja powyższej tezy.
Ponatrząsałyśmy się nieco z licznych opisów scen miłosnych, szczególnie tych wyuzdanych. Moim zdaniem są w sam raz dla rumieniących się nastolatek, i to tych niezbyt krytycznych.
Padło też pytanie, co bym zrobiła, by książkę poprawić. Moim zdaniem jest tylko jedna prawidłowa odpowiedź - wykreśliłabym niemal całą drugą połowę. Myślę, że byłabym doskonałym redaktorem - nie znam litości dla niespójnych czy niepotrzebnych wątków. Uważam, że historia miała duży potencjał - prowincjonalna dziewczyna, która zaczyna odkrywać swoją seksualność, a w dodatku nagle musi odnaleźć się w wielkim mieście, w nie do końca przeciętnych okolicznościach - mogło być bardzo ciekawie. A wyszło nudno i nieco żenująco.
Za to jedzenie - pierwsza klasa! Wprowadziłyśmy też znaczącą odmianę do strategii zamawiania: wszystkie zdecydowałyśmy się na wołowinę. Przesyłamy zatem ukłony kucharzowi w Tłustej Kaczce za sos i całą resztę.
Proces wyboru następnej lektury trwa. Zajmę się tym w najbliższych dniach.
A.
niedziela, 24 kwietnia 2016
wtorek, 22 marca 2016
Spotkanie nr 3 i 4
Czas leci i mamy za sobą dwa kolejne spotkania, a trzecie za pasem, więc nie najlepiej sprawuję się jako sekretarz. Najistotniejszy jednak jest fakt, że po ostatniej zbiórce wyszłam bardzo usatysfakcjonowana.
Ale po kolei.
Książka "Jak być kobietą" Caitlin Moran wywołała dość ożywioną dyskusję, czemu nie można się dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że spotykają się cztery kobiety, a książka jest o feminizmie. Niemniej spotkanie, którego bohaterem był "Bóg mordu" Yasmin Reza okazało się jeszcze ciekawsze i mam w związku z tym własną teorię, że dobra literatura, z intrygującymi, pełnokrwistymi postaciami jest o wiele przyjemniejszym tematem do rozmowy, niż najbardziej kontrowersyjna książka. Bo chociaż głos Caitlin Moran uważam za bardzo ważny i ciekawy, i żywię do autorki sporo ciepłych uczuć, to literacko nie są to najwyższe loty. A "Bóg mordu" to prawdziwa uczta, ze wszystkimi niuansami, gierkami i półcieniami. W czasie dyskusji raz po raz okazywało się, że nie da się jednoznacznie ocenić bohatera, że dla każdego argumentu (czy wręcz zarzutu) można znaleźć przeciwwagę. I było się o co spierać, co zawsze mnie cieszy, bo tak pięknie się różnimy.
Do zobaczenia w kwietniu.
Ale po kolei.
Książka "Jak być kobietą" Caitlin Moran wywołała dość ożywioną dyskusję, czemu nie można się dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że spotykają się cztery kobiety, a książka jest o feminizmie. Niemniej spotkanie, którego bohaterem był "Bóg mordu" Yasmin Reza okazało się jeszcze ciekawsze i mam w związku z tym własną teorię, że dobra literatura, z intrygującymi, pełnokrwistymi postaciami jest o wiele przyjemniejszym tematem do rozmowy, niż najbardziej kontrowersyjna książka. Bo chociaż głos Caitlin Moran uważam za bardzo ważny i ciekawy, i żywię do autorki sporo ciepłych uczuć, to literacko nie są to najwyższe loty. A "Bóg mordu" to prawdziwa uczta, ze wszystkimi niuansami, gierkami i półcieniami. W czasie dyskusji raz po raz okazywało się, że nie da się jednoznacznie ocenić bohatera, że dla każdego argumentu (czy wręcz zarzutu) można znaleźć przeciwwagę. I było się o co spierać, co zawsze mnie cieszy, bo tak pięknie się różnimy.
Do zobaczenia w kwietniu.
środa, 6 stycznia 2016
Prywatny Dyskusyjny Klub Książki - spotkanie 2
Henryk Sienkiewicz "Pan Wołodyjowski"
Okazało się, że Henryk Sienkiewicz nie jest ulubionym pisarzem większości osób, które zebrały się pewnego grudniowego wieczora, by porozmawiać na temat "Pana Wołodyjowskiego" - to podstawowy wniosek wynikający z drugiego spotkania książkowego. Wszystkie doceniamy, natomiast trzy z nas niekoniecznie będą się zaczytywać. Jeśli się mylę, dajcie znać. Umieszczę sprostowanie.
Osobiście muszę stwierdzić, że chociaż faktycznie Sienkiewicz grafomanem był jak się patrzy, to czuję pewien sentyment do jego książek. Drażnią mnie i często nudzą, ale ten zaangażowany patriotyzm nawet mi nie pozwala przejść zupełnie obojętnie. No i stylizacja na staropolszczyznę, dzięki czemu ma się kontakt ze słowami, o których już niemal nikt nie pamięta! Dla wielbicieli języka polskiego - gratka jak się patrzy!
Co do naszych wniosków, to przyznam szczerze, że za późno zebrałam się do tej notki, by pisać szczegółowo. Wspólnie stwierdziłyśmy, że "Pan Wołodyjowski" to straszne romansidło, kobiety niewiele miały u niego do powiedzenia, oprócz tego, że to bladły, to się rumieniły, ewentualnie uciekały do stodoły, a w dodatku Sienkiewicz nie oszczędził nawet jedynej w miarę sensownej postaci kobiecej, którą wymyślił (chodzi o Baśkę, rzecz jasna), bo nawet jej mąż musiał się poświęcić dla ojczyzny. Mówiłyśmy jeszcze, że gdyby Sienkiewicz pisał dzisiaj, to tworzyłby bestsellery, zaryzykowałabym nawet, że mógłby się odnaleźć w tworzeniu scenariuszy filmów sensacyjnych.
Po tej dawce bitew, poświęceń, krwi, rycerstwa, politykowania i miłości, postanowiłyśmy wziąć na tapetę coś zupełnie innego. Następna książka: "Jak być kobietą" Caitlin Moran.
Okazało się, że Henryk Sienkiewicz nie jest ulubionym pisarzem większości osób, które zebrały się pewnego grudniowego wieczora, by porozmawiać na temat "Pana Wołodyjowskiego" - to podstawowy wniosek wynikający z drugiego spotkania książkowego. Wszystkie doceniamy, natomiast trzy z nas niekoniecznie będą się zaczytywać. Jeśli się mylę, dajcie znać. Umieszczę sprostowanie.
Osobiście muszę stwierdzić, że chociaż faktycznie Sienkiewicz grafomanem był jak się patrzy, to czuję pewien sentyment do jego książek. Drażnią mnie i często nudzą, ale ten zaangażowany patriotyzm nawet mi nie pozwala przejść zupełnie obojętnie. No i stylizacja na staropolszczyznę, dzięki czemu ma się kontakt ze słowami, o których już niemal nikt nie pamięta! Dla wielbicieli języka polskiego - gratka jak się patrzy!
Co do naszych wniosków, to przyznam szczerze, że za późno zebrałam się do tej notki, by pisać szczegółowo. Wspólnie stwierdziłyśmy, że "Pan Wołodyjowski" to straszne romansidło, kobiety niewiele miały u niego do powiedzenia, oprócz tego, że to bladły, to się rumieniły, ewentualnie uciekały do stodoły, a w dodatku Sienkiewicz nie oszczędził nawet jedynej w miarę sensownej postaci kobiecej, którą wymyślił (chodzi o Baśkę, rzecz jasna), bo nawet jej mąż musiał się poświęcić dla ojczyzny. Mówiłyśmy jeszcze, że gdyby Sienkiewicz pisał dzisiaj, to tworzyłby bestsellery, zaryzykowałabym nawet, że mógłby się odnaleźć w tworzeniu scenariuszy filmów sensacyjnych.
Po tej dawce bitew, poświęceń, krwi, rycerstwa, politykowania i miłości, postanowiłyśmy wziąć na tapetę coś zupełnie innego. Następna książka: "Jak być kobietą" Caitlin Moran.
środa, 25 listopada 2015
niedziela, 22 listopada 2015
Prywatny Dyskusyjny Klub Książki - spotkanie nr 1
Truman Capote "Śniadanie u Tiffany'ego"
Pierwszy
raz spotkałyśmy się w amerykańskiej restauracji Billy's. Co prawda
wystrój lokalu nawiązuje raczej do późniejszego okresu w historii Stanów
Zjednoczonych niż lata 40., w których toczy się akcja omawianego przez
nas opowiadania, ale i tak uznałyśmy, że taka zbieżność jest jak
najbardziej pożądana. Inna sprawa, że gigantyczne hamburgery nijak mają
się do wyrafinowanej Holly Golightly, której jedno jabłko wystarczy, by zaspokoić głód, ale przecież nie
jesteśmy aż tak drobiazgowe.
Minusem
miejscówki był transmitowany właśnie towarzyski mecz Polska - Islandia,
przez co natężenie dźwięku wyraźnie przeszkadzało w swobodnej dyskusji.
Plusem - kompletne odcięcie od innych aktualnych wydarzeń na świecie, dzięki czemu dopiero
po powrocie do domu dowiedziałyśmy się o zamachach w Paryżu.
Po
wymianie kilku wstępnych komentarzy, m.in. na temat reakcji naszych
ślubnych na pomysł Dyskusyjnego Klubu Książki, szybko przeszłyśmy do
sedna. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że dyskusja nie była zbyt
burzliwa. Problem w tym, że generalnie byłyśmy dość zgodne w ocenie
Holly. Pewne wątpliwości wzbudziła kwestia, czy bohaterka była bardziej
sprytna i zaradna, czy też raczej głupia i naiwna, ale poza tym jednogłośnie
wyraziłyśmy współczucie z powodu trudnego dzieciństwa oraz refleksje na temat tymczasowości ("w podróży) i oderwania od
rzeczywistości Holly. Dostało się natomiast narratorowi - "ciepłe
kluchy" to tylko jedno z użytych określeń. Natomiast ciekawość wzbudził jego sposób zarabiania na życie (miał w ogóle jakiś?).
Około godzinna dyskusja wyczerpała temat i przeszłyśmy do innych zagadnień: politycznych, ogólnoludzkich i kobiecych.
Pewien
kłopot pojawił się przy wybieraniu lektury na kolejne spotkanie. Po
namyśle postawiłyśmy na bohaterki rodzimej prozy i książka na grudzień
to "Pan Wołodyjowski". Przekonamy się, jak Sienkiewicz traktował postaci
kobiece w swoich typowo męskich powieściach, pisanych "ku pokrzepieniu".
Myślę, że
pierwsze spotkanie to rodzaj rozbiegówki. Przyznaję, że na początku
czułam się nieco sztucznie i niepewnie, ale myślę, że za drugim czy
trzecim razem to wrażenie powinno niemal całkowicie zniknąć. Być może
też przyjdę bardziej przygotowana - jako wieczna prymuska wchodziłam na
spotkanie ze świadomością, że oprócz przeczytania lektury i zerknięcia
na jedno hasło w Wikipedii nie zrobiłam nic, co mogłoby podnieść poziom
dyskusji. Ale też z drugiej strony, przecież nie tylko o to nam
chodzi, prawda? To nie egzamin z literatury, tylko spotkanie
towarzyskie.
Do zobaczenia w gdyńskiej restauracji Good Morning Vietnam.
Jak
widać tym razem nawet nie próbowałyśmy zgrywać tematyki książki i
miejsca spotkania ;) (wątki azjatyckie się nie liczą, Wietnam i tak jest
za daleko).
Wasza samozwańcza sekretarz
Anka
Subskrybuj:
Posty (Atom)
